Regionalne Centrum Kultury w Pile Strona Główna Miasto Piła

Co?

.........

.........

.........

.........

.........

.........

Konkurs na opowiadanie kryminalne

Konkurs na opowiadanie kryminalne

Kryminalna Gra Uliczna

Kryminalna Gra Uliczna 

Patronaty

blog "kryminalna piła"

Partnerzy

kontakt

.........

Rozmowa z Ryszardem Ćwirlejem, autorem powieści kryminalnych, pochodzącym z Piły, z wykształcenia malarzem i socjologiem, z zawodu dziennikarzem,gościem Festiwalu Kryminału „Kryminalna Piła” 2013.

Ryszard Ćwirlej

Dlaczego wybrał Pan pisanie kryminałów, których akcja toczy się „schyłkowej epoce” PRL-u? Pytając inaczej, dlaczego za bohaterów wybrał Pan milicjantów, co stało za tą decyzją? Nie był Pan przecież ani milicjantem, w bliskiej rodzinie także nie miał Pan chyba milicjanta  w pionie kryminalnym? Skąd takie zainteresowanie literackie, a jednocześnie – musze powiedzieć – duży realizm, autentyczność? Skoro nie doświadczenie, to co dało Panu to swoiste „paliwo pisarskie”? Czy były to może rozmowy z dawnymi funkcjonariuszami, inne lektury, czy wyobraźnia połączona z doświadczeniami tamtych czasów? 

Lata osiemdziesiąte wzięły się z lenistwa. Jeśli chciałbym pisać o dzisiejszych czasach musiałbym najpierw dogłębnie zdokumentować temat. Poznać miejsca, na przykład bary czy restauracje, oraz ich specyfikę. Nie chciało mi się, tym bardziej, że już na takiej dogłębnej dokumentacji miejsc, już byłem w latach osiemdziesiątych. Wtedy to dość dokładnie poznałem Poznań, z jego uliczkami, zaułkami, knajpami i mordowniami. Podobnie zresztą jak większość ówczesnych studentów, którzy w poszukiwaniu rozrywek przemierzali miasto wzdłuż i w szerz. Takie wędrówki niejednokrotnie kończyły się bliskimi spotkaniami trzeciego stopnia z funkcjonariuszami Milicji Obywatelskiej. To oni, bardzo starannie dbali o to, żeby kontakty z nimi w bardzo realistyczny sposób zapadały w pamięć. No i jeszcze jedna ważna kwestia. Nie można było mieszkać w Pile i nie znać środowiska milicyjnego. Przecież tu właśnie znajdowała się milicyjna szkoła. Milicjantów było wiec tu więcej niż w jakimkolwiek innym mieście. Ja chodziłem do tzw. przedszkola milicyjnego, czyli tego graniczącego przez płot ze szkołą MO. Kolegowałem się więc z dziećmi milicjantów. W moim bloku, przy ulicy Wodnej, który był Domem Nauczyciela mieszkali też nauczyciele milicjanci, ze szkoły. Ja nie musiałem rozmawiać z dawnymi funkcjonariuszami. Ja przez pierwsze dwadzieścia lat życia z Milicja Obywatelską miałem codzienny kontakt pozasłużbowy.


Co w Pańskim przypadku jest największą przeszkodą pisarską? Czy silniejszą blokadę stanowią wewnętrzne braki tematu, pomysłu, motywu? Czy bardziej rozpraszająca rzeczywistość w postaci różnorakich pokus świata codziennego? A może należy Pan do grypy tych wyrobników, którzy niezależnie od czegokolwiek, jak czeladnik, siadają codziennie i piszą po kilka godzin?

Na brak tematów nie mogę narzekać. W tej chwili mam opracowane krótkie konspekty czterech następnych powieści, a po głowie chodzi mi jeszcze kilka pomysłów. Trzeba tylko zabrać się do roboty. Ale codzienność wygrywa zazwyczaj z pisaniem. Rodzina i praca stoją na pierwszym miejscu a pisanie traktuje jak hobby. Siadam do pisania wieczorami i staram się to robić codziennie. Z każdą książką jest tak samo. Rozpędzam się powoli jak stara lokomotywa. Piszę dziennie, dwie strony, później dochodzę do pięciu, by w ostatniej fazie przed ukończenie powieści, dojść do stachanowskich rezultatów  i wykonywać 500% normy.


Gdzie ukrywa się to coś, co powoduje, że ktoś zostaje pisarzem? Pytam się, bo wiem od Pańskich kolegów ze szkoły średniej, że Pańskie zmagania się z materią programu szkolnego na lekcjach języka polskiego były ciekawe, a nawet dramatyczne. Pańscy koledzy, także wierni czytelnicy napisanych przez Pana powieści, twierdzili, że nauczycielka wręcz wieszczyła, że „praca w słowie” to nie dla Ryszarda Ćwirleja. A tutaj rozmawiam z dziennikarzem, poczytnym pisarzem, więc gdzie był i jak wyglądał ten impuls do zajęcia się pisarstwem? 

Moi koledzy chyba nie do końca pamiętają jak był na prawdę z tym językiem polskim. Jeśli chodzi o formułowanie myśli i pisanie tekstów, z tym nigdy nie miałem najmniejszych kłopotów. Już w podstawówce pisałem opowiadania i wierszyki. Dramat polegał na czymś zupełnie innym. Otóż jako dyslektyk, pisząc nie zwracałem najmniejszej uwagi na ortografię. Podczas pisania sprawdzianów i prac klasowych, potrafiłem pobić wszelkie rekordy klasowe, w ilości błędów ortograficznych. Wtedy w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych nikt nie wiedział nawet, że istnieje coś takiego jak dysleksja czy dysortografia. No i to właśnie powodowało, że w moich zeszytach było bardziej czerwono niż niebiesko, a pała z polskiego goniła kolejna pałę. Dopiero w drugiej klasie ogólniaka trafiłem na nauczycielkę, panią profesor Milczyńską, która zauważyła w moich pracach tekst, ukryty dotąd, za szczelną zasłoną błędów ortograficznych.. I wtedy wszystko się zmieniło. Na sprawdzianach zacząłem dostawać dwie oceny. Dwóję za błędy i piątkę za treść. Doszło nawet do tego, że ogólniak kończyłem z piątką z polskiego, na świadectwie. Miałem szczęście. Udało mi się trafić na doskonałą nauczycielkę, dzięki której uwierzyłem w swoje możliwości.  


Kto dla Pana osobiście jest mistrzem literatury kryminalnej? Chodzi mi o tych pisarzy, których lektura nauczyła Pana może rzemiosła, może kreowania bohaterów, a może budowania intrygi kryminalnej. Czy czytanie innych autorów ma inne znaczenie dla pisarza, który wydał już kilka swoich powieści, czy inne dla debiutanta? 

Nie mam żadnych wątpliwości, kto jest dla mnie prawdziwym mistrzem kryminału. To od niego zaczęła się moja pasja czytania powieści kryminalnych. To Raymond Chandler, którego wyłowiłem w latach siedemdziesiątych z całej masy kryminałów, których dość sporo było wówczas w sprzedaży w kioskach Ruchu. Oczywiście nie miałem wtedy zielonego pojęcia kim jest ów Chandler. Książka, chyba „Kłopoty to moja specjalność„ wpadła mi w ręce, przeczytałem ją i kompletnie zwariowałem na punkcie Philipa Marlow i jego niesamowitego poczucia humoru. Bardzo możliwe, że Chandler trafił mnie w czuły punkt, bo to ironiczne spojrzenie na rzeczywistość, było wtedy i do dzisiaj jest mi bliskie. Mam nadzieję, że widać to gdzieś w moich książkach. Co do konstrukcji powieści i intrygi kryminalnej to chyba, w moim wypadku jest to suma doświadczeń czytelnika powieści kryminalnych. Jako początkujący pisarz korzystałem z tego co napisali już inni a i teraz czytam bardzo dużo i przyglądam się temu jak budują swoje powieści moi koledzy. Natomiast swoich bohaterów powołałem do życia, opierając się na rzeczywistych doświadczeniach i uważnej obserwacji, otaczającej nas rzeczywistości. Doświadczenia i kontakty reportera okazały się tu bezcenne. 


Ryszard ĆwirlejCzym zaskoczy nas Pan w swojej kolejnej powieści kryminalnej, która ma mieć premierę na Festiwalu Kryminału „Kryminalna Piła” 2013? Czy Pańscy bohaterowie z komendy na Kochanowskiego w Poznaniu będą dojrzalsi i dotkną trudnych czasów przełomu i okrągłego stołu?

Do Okrągłego Stołu i roku przełomu prędzej czy później ich doprowadzę. Ale na razie cofam się w czasie do pierwszej połowy lat osiemdziesiątych. W czerwcu 1983 roku do Polski przyjeżdża Ojciec Święty. Cały kraj czeka na tę pielgrzymkę. Niedawno zniesiono stan wojenny i ludzie liczą na to, że ten przyjazd może coś zmienić w Polsce. Ale mimo podniosłego nastroju, normalne szare życie toczy się dalej. Niewielką podpoznańską miejscowością, Grodziskiem Wielkopolskim, wstrząsa informacja o brutalnym morderstwie. Młoda mieszkanka podgrodziskiej wsi zostaje zgwałcona, a później zamordowana. Miejscowa milicja staje na wysokości zadania. Jeszcze tego samego dnia sprawca zostaje wytypowany, aresztowany i co najważniejsze przyznaje się do winy. Sprawa wydaje się zamknięta. Jednak prokuratura, dostrzegając liczne braki i niekonsekwencje w aktach sprawy, przekazuje ją do ponownego zbadania przez milicjantów z Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu. Ale Poznań ma pełne ręce roboty, bo to akurat czas Pielgrzymki Ojca Świętego do Polski i jego wizyty w Poznaniu. Mimo to trzeba tam kogoś posłać. Porucznik Alfred Marcinkowski decyduje, że pojadą chorąży Teofil Olkiewicz i podporucznik Mirek Brodziak.                Na miejscu Brodziak szybko się przekonuje, że śledztwo przeprowadzone było po dyletancku, a fakty nijak nie chcą się do siebie dopasować. Miejscowy naczelnik miasta i gminy, wspierany przez swojego kolegę, sekretarza PZPR  z Komitetu Wojewódzkiego w Poznaniu naciskają na Brodziaka, by ten jak najszybciej zamknął sprawę. Na Olkiewicza nie naciskają, bo ten zaraz po przyjeździe do Grodziska znika wszystkim z oczu, oddając się swojemu ulubionemu zajęciu, czyli pijaństwu.


Jak odbiera Pan powieści kryminalne H. Mankella? Zadaję to pytanie zupełnie celowo, jako czytelnik, który w Pańskich książkach dostrzega przede wszystkim ciekawą intrygę kryminalną, znakomity humor oraz autentyczne tło czasów, w których rozgrywa się akcja. Interesuje mnie takie zderzenie Ćwirleja pisarza i czytelnika jednocześnie z autorem, pozwolę sobie przywołać określenie Mariusza Czubaja, Mankellem, u którego powieść kryminalna jest pewnym projektem kultury, jest powieścią działającą. 

Mankel to pierwszy skandynawski pisarz, z którego powieścią kryminalną się zetknąłem. Pierwszy i jeden z niewielu skandynawów, którego śmiało mogę polecić każdemu miłośnikowi  powieści kryminalnej. Jego bohater Wallander utorował drogę na nasz rynek innym skandynawskim pisarzom. Wśród nich jest kilku świetnych, kilku dobrych i wielu beznadziejnych. Mam wrażenie, że wydawnictwa, które przespały moment i nie załapały się na tych najpoważniejszych autorów, teraz prześcigają się w wyszukiwaniu byle kogo, byle tylko jego nazwisko brzmiało po skandynawsku, bo to ma zagwarantować sukces wydawniczy. A nasi czytelnicy karmieni są kryminałopodobna papką z północy. Po wiele z tych książek nie warto nawet sięgać, mając obok bogaty wybór świetnych polskich kryminałów. Ale wracając do Mankela, musze powiedzieć, że jest on dla mnie prawdziwym mistrzem gatunku. To pewnie dzięki lekturze jego książek, ugruntowałem się w przekonaniu, że tło stanowi równie ważny element całej powieści jak bohaterowie. Oni bez przestrzeni w której żyją nie mogliby istnieć. Nie byli by autentyczni. Dlatego staram się aby miasto w moich powieściach żyło wraz z tymi, którzy chodzą po jego ulicach niosąc ze sobą kryminalna intrygę.


Kiedy, nie mogę zadać tego pytania na końcu naszej rozmowy, kiedy akcja Pańskiej kolejnej książki na dłużej zagości w Pile? Zna Pan świetnie miasto, nie jest ono Panu obojętne emocjonalnie, kryją się w nim lata Pańskiej młodości, pierwszych różnorodnych życiowych doświadczeń. Nie kusi to Pana wykorzystać, może nawet metaforycznie umieścić w kolejnej powieści kryminalnej?

W każdej z moich powieści pojawia się Piła. Co prawda epizodycznie, jako punkt odniesienia dla niektórych sytuacji, jednak stanowi często istotny element konstrukcyjny. Jak dotąd nie udało mi się jeszcze wkroczyć mocniej z akcją do Piły, ale prędzej czy później to nastąpi. To chyba jest tak jak z Poznaniem w kryminale. Gdy na początku lat dziewięćdziesiątych zaczęły pojawiać się powieści, których akcja rozgrywała się we Wrocławiu, Warszawie, Krakowie, z niecierpliwością czekałem, że w końcu pojawi się taka książka poznańska. Czekałem, czekałem i nie mogłem się doczekać. W końcu, zniecierpliwiony, postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. I tak Poznań zaistniał w powieści kryminalnej. Na Piłę jeszcze cierpliwie czekam. Jeśli nie, trzeba będzie zabrać się do roboty.

Ryszarda Ćwirleja rozpytywał Leszek Koźmiński

Współorganizator: Partnerzy strategiczni: 
Szkoła Policji w Pile Zbrodnia w Bibliotece Stowarzyszenie Hisoryczno-Fortyfikacyjne "Przedmo�cie Piła"
Partnerzy medialni:

Tygodnik Nowy


"Fakty Pilskie"

"Tętno Regionu"
Reporter - magazyn kryminalny             
Festiwal dotowany jest przez:
Studio K2

H.ESSERS
Firma CREDO     

Instytut Ksišżki               Dyskusyjne Kluby Ksišżki