Regionalne Centrum Kultury w Pile Strona Główna Miasto Piła

Co?

.........

.........

.........

.........

.........

.........

Konkurs na opowiadanie kryminalne

Konkurs na opowiadanie kryminalne

Kryminalna Gra Uliczna

Kryminalna Gra Uliczna 

Patronaty

blog "kryminalna piła"

Partnerzy

kontakt

Pogrom w przyszły wtorek

Premiera 6 marca 2013 r.

Piąty kryminał retro z lubelskim gliną! Zygmunt Maciejewski, komisarz przedwojennej policji, już rok spędził w więzieniu i jest rozpracowywany przez okrutnego ubeka. Wprawdzie major Grabarz nie zdołał skłonić Zygi do kolaboracji, lecz wie, że dopnie swego. Maciejewski, policjant oddany swojej pracy i lojalny wobec prześladowanych kolegów po fachu, zgadza się pomóc nawet ubekowi, gdy ten - zupełnie nieoczekiwanie - żąda, by Zyga zapobiegł... mającemu wybuchnąć pogromowi w Lublinie. Jeśli Maciejewski odmówi, życie jego byłego podkomendnego zawiśnie na włosku, o co Grabarz się postara. Komisarz wychodzi na wolność i trafia w środek piekła i chaosu. Lublin już nie jest miastem, w którym Zyga znał każdy zaułek i każdą melinę. Dawny gmach gestapo zajmuje NKWD, nową władzę trudno odróżnić od bandytów, a ludzki strach i zniechęcenie łatwo przeradzają się we wściekłą agresję. Maciejewski, by ocalić przyjaciela, musi szybko poznać nowe reguły - obowiązujące zarówno w półświatku, jak i w gabinetach aparatczyków. Mimo wszelkich trudności Zyga rozpoczyna nietypowe dochodzenie, rozpoznaje grunt i trafia na trop szmalcowników, którzy w czasie wojny wydawali Żydów. Przy okazji rozwikłuje zagadkę seryjnych morderstw, od kilku tygodni spędzającą sen z powiek milicji, i - co najważniejsze - stara się odzyskać utraconą rodzinę. Czy te wszystkie sprawy nie przerosną zagubionego w powojennym świecie sanacyjnego policjanta?

Informacja medialna wydawcy książki - W.A.B.

Recenzja ksiązki przygotowana specjalnie dla Kryminalnej Piły

Piąta powieść Marcina Wrońskiego z komisarzem Zygmuntem Maciejewskim i gdyby stosować szkolny system oceniania, śmiało można tej książce postawić piątkę. Ocen stawiać jednak nie będę, ale pozwolę sobie już na samym początku mojej recenzji postawić tezę – „Pogrom w przyszły wtorek” to najlepsza z dotychczasowych książek Marcina Wrońskiego. Świadomie nie używam sformułowania „najlepsza powieść kryminalna”, lecz jeszcze raz powtórzę - najlepsza książka Marcina Wrońskiego.

Im częściej pojawiały się zapowiedzi i informacje odkrywające tematykę i treść kolejnej powieści z komisarzem „Zygą” Maciejewskim, potwierdzające, że pisarz kontynuować będzie opowieść chronologicznie, bez żadnych zwrotów czasowych, tym silniej rósł we mnie lęk o to jak autor „A na imię jej będzie Aniela” udźwignie ciężar czasów i Historii. Wielka litera nie jest przypadkowa, to zauważyli już pierwsi recenzenci, głównemu bohaterowi przyszło zmierzyć się z „Bestią”, kolejnym wcieleniem dziejów. Tym razem, mimo przeżytej grozy okupacji niemieckiej, chodzi dosłownie o – przywołując znakomite określenie Jerzego Stempowskiego – „historię spuszczoną z łańcucha”. Powieściowy Lublin z roku 1945 jest areną działań takiej właśnie historii z wieloma twarzami NKWD, UB, MO, a gdzieś w tle widoczne są twarze antysemitów i szmalcowników obok tętniącego życiem miasta z szabrownikami, bimbrownikami, handlarzami. A w tym wszystkim bohater Wrońskiego, „Zyga”, który mimo tego, że jest coraz starszy, w takiej Polsce, w takim Lublinie rodzi się na nowo. Wszyscy bowiem wiedzą kim był przed wojną, rasowym gliną, w czasie wojny funkcjonariuszem niemieckiej policji, dla większości więc zdrajcą, a teraz po rocznym pobycie w ubeckim więzieniu, zniszczony fizycznie, wychodzi na wolność na mocy szantażu i zachowuje się niczym kolaborant. Autor ”Skrzydlatej trumny” swojego bohatera, z punktu widzenia sytuacji psychofizycznej osoby, umieścił w totalnie dramatycznym i mrocznym punkcie życia. I literacko zrobił to znakomicie. Fizyczność Maciejewskiego odartą z siły boksera, z utraconymi zębami jako symbolem bezgranicznego dyskomfortu i publicznego upodlenia, z którego nota bene będzie wychodził równolegle z wizytami u dentysty, zestawił pisarz z samotnością emocjonalną pod postacią niemożności spotkania się z synem Olkiem i żoną Różą, która świadomie dbając o swój i dziecka los, zostaje kochanką partyjnego działacza. Samotność „Zygi” to także choroba i śmierć Kapranowej oraz nieobecność dawnych współpracowników. A na dokładkę, podarowana wolność to tylko efekt szantażu, w którym główną ceną jest życie podkomendnego. I jeszcze to obce miasto. Topografią i pamięcią Lublin nadal jest bliskim miastem Maciejewskiemu, ale ludźmi i nowymi porządkami stało się jak najbardziej obcym organizmem, którego trzeba się uczyć na nowo i oswajać. A wszystko to w znakomicie poprowadzonej narracji, języku dbałym tak o realność tego świata, jak i jego klimat, atmosferę i ducha. W omawianej powieści są takie smakowite, pełne życia, ale i symboliki zdania, że nie można tego najlepszego nie zacytować: Maciejewski poczuł się jak ulicznik, który właśnie oberwał batem od dorożkarza. I coś mu mówiło, że w nowej Polsce do takiego stanu ducha powinien jak najprędzej przywyknąć. Dbałość o słowo w tej książce, mam wrażenie, osiągnęła poziom najwyższy z wszystkich dotychczasowych historii lubelskich.
Marcin Wroński w „Pogromie w przyszły wtorek” osiągnął status mistrza retro-kryminału. Nie znaczy to, że wcześniejsze tytuły były byle jak napisane, w nich także widoczna była dbałość o szczegóły i realia przedstawianej rzeczywistości. Jednakże ostatnia książka wymagała szczególnej dbałości, albowiem to czas niezwykle złożonej struktury społecznej, politycznej, obyczajowej. I autorowi, który przecież w wcale obszernej książce, udało się w zamysł fabularny udanie wpisać realia Lublina 1945 roku. Śmiem nawet powiedzieć, że to w pomniejszonym obrazie powojenna Polska, z oficjalnym obrazem kreowanym przez NKWD i UB oraz partię, jeszcze ukrytym, zbrodniczym mechanizmem wcześniej wymienionych służb oraz podziemnym nurtem życia obyczajowego i handlowego i wreszcie z podziemiem żołnierzy wyklętych. Oczywiście to wszystko ukazane jest w konwenansie literackim, który nie razi sztucznością, serialową płytkością czy ideowym skrzywieniem. Niezwykle to fascynujące jak kryminał, w którym ważniejsze są intryga kryminalna i uwikłane w nią postacie, z dbałością retro-kryminału o prawdziwość tła, staje się literaturą prawdy historycznej.

Autor „Morderstwa pod cenzurą” na szczęście nie utracił, obecnej we wszystkich tytułach lubelskiego cyklu, umiejętności lekkiego pisania z dozą znakomitego humoru. Co ciekawe, Wroński w jednym z wywiadów, udzielonym w połowie 2012 roku, zapowiadając nową książkę mówił: To będzie jeden z moich najbardziej mrocznych kryminałów, a na pewno najbardziej gangsterski. Nie do końca można zgodzić się z przymiotem „gangsterski”, ale to może efekt pewnego procesu twórczego i różnic pomiędzy zamysłem pisarskim, a realizacją w postaci drukowanej powieści. Zgodzę się jednak, że jest to najmroczniejszy kryminał autora „Kina Venus”. Ta mroczność jest już widoczna, wyczuwalna już od pierwszej sceny, zabójstwa Wasertregera, po scenę w pociągu jadącym na ziemie odzyskane. I tak jest w wielu innych scenach pomiędzy początkiem a końcem książki. Ta mroczność ujawnia się na różnych poziomach, w postaciach, ich losach, pełnych dramatów i zakrętów, w reakcjach tłumu, społecznych nastrojach, pomysłach funkcjonariuszy NKWD i aparatczykach komunistycznych, a najmocniej mrok obejmuje postać „Zygi” Maciejewskiego i wszystkich mu bliskich, ważnych. Mam takie wrażenie, że „Pogrom w przyszły wtorek” czyta się najmniej obojętnie, choć trafniej muszę powiedzieć, że książkę tą czyta się emocjonalnie. Głównie przez postać komisarza Maciejewskiego, ale także z uwagi na świat, w jaki został wrzucony i jaki był fragmentem naszej historii. Rozpocząłem akapit z myślą o humorze, z jakiego słynie Wroński w swoich książkach (choć chce się powiedzieć, że nie tylko w książkach, co potwierdzą bywalcy spotkań autorskich i znajomi pisarza). „Pogrom w przyszły wtorek”, mimo przywoływanej mroczności, nie jest wyłączony z tej właściwości pisarstwa autora „Officium Secretum. Pies Pański”. A humor tym razem, jest niekiedy aluzyjny, ale i ze smakiem: Nigdy bym nie pomyślał, że tak się skurwisz, Zyga – powiedział Fałniewicz (…) Co ty pieprzysz, Witek? – powiedział spokojnie ekskomisarz. – Ja tylko robię praworządność i spokój, jak przed wojną. Praworządność i spokój? W skrócie PiS, tak? – Ktoś oprócz ciebie należy do tej tajnej organizacji? – Fałniewicz zaśmiał się wisielczo.

W tym krótkim, powyżej przywołanym dialogu, kryje się jeszcze jedna cecha pisarstwa Wrońskiego, mająca swoją uzewnętrznienie w postaci „Zygi” Maciejewskiego. Ten przedwojenny glina, wojenny policjant w niemieckim mundurze i pozorny kolaborant ubecki, został sobą. Dzieje się tak zarówno w jeszcze więziennej rozmowie z Grabarzem, a mocniej rozwija wraz z pierwszym kieliszkiem wódki na wolności, wstawieniem zębów, każdym kolejnym dialogiem z przedstawicielami różnych aktualnych profesji. „Cnotą” Maciejewskiego nadal zostaje brak cnót, choć już bardziej przemyślany, przefiltrowany przede wszystkim uczuciem do Róży i Olka. Tylko, że za tym naprawdę kryje się prawo i sprawiedliwość. Ta ludzka, niekoniecznie kodeksowa, zwyczajowa. I za tą „niepoprawność polityczną” Wrońskiego, wbrew aktualnym prądom i tendencjom, cenię pisarstwo autora z Lublina.

Jedna rzecz nie daje mi jednak spokoju, hamując mnie przed nazwaniem „Pogromu w przyszły wtorek” najlepszym kryminałem w dotychczasowym dorobku pisarza. To jest kwestia poprowadzonej intrygi kryminalnej. Mam nieodparte wrażenie, że we wcześniejszych tytułach historia kryminalna, śledztwo i rozwiązanie sprawy były bardziej wyważone w stosunku do pozostałych elementów powieściowych. A jednocześnie dominowały i dawały czytelnikowi uczestnictwo w grze, dochodzeniu do faktów i prawdy. Omawiana powieść, moim zdaniem, trochę przesuwa akcent. I niebezpiecznie zbyt szybko w chronologii lektury pozwala odbiorcy poskładać elementy zagadki. Mówiąc jeszcze inaczej, jakby za mocno elementy układanki, układały się czytelnikowi prawie jak samograj. Taka sprawa, której nie wykryć nie można. Nie znaczy to, że intrygi kryminalnej nie ma w powieści. Jest z pewnością i na tle opisanych wcześniej bardzo udanych innych elementów świata przedstawionego, nie tylko, że powoduje arcyciekawą lekturę, ale też „Pogrom w przyszły wtorek” pozwala określić jako niezwykle udanej powieści kryminalnej.

Leszek Koźmiński

Pogrom w przyszły wtorek

Nim kupisz ksiązkę, przeczytaj jej fragmenty: 

Mył się chyba przedwczoraj, o ile dobrze pamiętał. Jednakże Róża albo miała katar, albo straciła węch od szpitalnych chemikaliów, bo jej palce wędrowały po całym ciele Zygi, wtulała nos w siwiejący zarost na jego torsie. Krzesło pod nimi skrzypiało cicho, ale Olek spał spokojnie, opatulony nieświeżą pościelą ojca. Jemu też najwyraźniej nie przeszkadzał zapach męskiego potu.
Maciejewski już nawet nie pamiętał, kiedy ostatnio miał Różę, chyba przed rokiem, ale skądś wzięła się w nim zupełnie nowa delikatność; nie spieszył się, właściwie nawet jej nie pożądał, tylko kochał. Przez więzienie? Przez więzienie powinien być raczej wyposzczony. Tymczasem to ona pierwsza zastygła w spazmie. Zyga uniósł ją jeszcze kilkakrotnie, mocno ściskając miękkie i ciepłe pośladki, potem przytrzymał, kiedy zawisła mu w ramionach. Krzesło jęknęło głośniej niż którekolwiek z nich.
Komisarz zaniósł żonę do łóżka, nie zwracając uwagi, jak komicznie musiał wyglądać, po drodze wyswobadzając się z krępujących mu kostki spodni. Delikatnie przesunęła dziecko, Zyga uklęknął obok niej na podłodze. Zanurzył nos we włosach Róży. 

LUBLIN, WRZESIEŃ 1945 ROKU, NAD BYSTRZYCĄ, ZYGMUNT MACIEJEWSKI SPOTYKA STAREGO LUBELSKIEGO DOLINIARZA…

– I co? Szukał mnie pan, żeby się wyspowiadać? – zakpił stary złodziej.
– Nie, szukałem, bo mam do pana interes.
– Jeszcze przed wojną panu mówiłem, że emeryt jestem – burknął Myszkowski.
– Proszę pana, dziś jedni bandyci służą w milicji, inni wciąż wojują po lasach, a niektórzy przedwojenni endecy są komunistami, więc pomyślałem sobie, że i pan mógł zmienić zdanie. Zresztą nie o przysługę mi chodzi, tylko o poradę.
– Poradę? – Złodziej delikatnie pociągnął wędkę ku sobie. Spławik, lekko podskakując na wodzie, znalazł się na płyciźnie. – A w jakiej kwestii?
– Zgubiłem klucz do pewnych drzwi. Ktoś musi je otworzyć.
– Kto?
– Jakiś fachowiec ze starej szkoły.
– Nie pytam, kto ma otwierać – machnął ręką Myszkowski – ale do kogo pan się wybiera.
– Jest taki jeden. – Zyga wyciągnął haczyk z wody i nałożył nową kulkę chleba. – Raczej nie zalicza go pan do kręgu swoich znajomych. Przed wojną grosza by pan za niego nie dał, a teraz robi duże interesy.
– No to takich w Lublinie jest dwóch. Pan którego uważa?
– Z Krochmalnej.
– Bułaś – odgadł Myszkowski. – Nie za wysokie progi?
– Wejdę, to się przekonam. Ktoś musi mi tylko otworzyć drzwi. Poleci pan dobrego fachowca po starej znajomości?
– Nie. – Stary złodziej pokręcił głową. – Pan wie, że pociągało mnie raczej doliniarstwo niż włamy, ale skoro chodzi o tego podskakańca Bułasia, jego drzwi sam panu otworzę.
– Pan? – Maciejewski nie zauważył nawet, że jakaś ekscentryczna ryba połakomiła się na jego chleb, chociaż tuż obok miała haczyk Myszkowskiego ze smakowitym robakiem. – Ale czemu zawdzięczam tę uprzejmość?
– A to już moja sprawa. – Starszy mężczyzna ze złością zakręcił kołowrotkiem.
Zyga wreszcie zaciął wędkę i zaczął wybierać żyłkę, ciągnąc lewą ręką i przytrzymując kciukiem prawej. Stary złodziej powiedział „podskakańca”, nie „frajera”, więc Bułaś musiał się już wcześniej kręcić przy ferajnie, ale bez większego powodzenia. Nie skomentował tego jednak. Zrobił tylko zdziwioną minę na widok gołego haczyka, z którego ryba zeżarła chleb.
– Kiedy go zrobimy? – wycedził flegmatycznie.
– Znajdziemy się. – Myszkowski wzruszył ramionami. – Będzie pan łowił czy rybki karmił?
– Kto nie ma szczęścia na rybach, ma szczęście na robocie. – Maciejewski zaczął składać swoje przybory.
Przedwojenny złodziej nie odpowiedział. Utkwił wzrok w końcówce spławika.

Pogrom w przyszły wtorek

Współorganizator: Partnerzy strategiczni: 
Szkoła Policji w Pile Zbrodnia w Bibliotece Stowarzyszenie Hisoryczno-Fortyfikacyjne "Przedmo�cie Piła"
Partnerzy medialni:

Tygodnik Nowy


"Fakty Pilskie"

"Tętno Regionu"
Reporter - magazyn kryminalny             
Festiwal dotowany jest przez:
Studio K2

H.ESSERS
Firma CREDO     

Instytut Ksišżki               Dyskusyjne Kluby Ksišżki