Regionalne Centrum Kultury w Pile Strona Główna Miasto Piła

Co?

.........

.........

.........

.........

.........

.........

Konkurs na opowiadanie kryminalne

Konkurs na opowiadanie kryminalne

Kryminalna Gra Uliczna

Kryminalna Gra Uliczna 

Patronaty

blog "kryminalna piła"

Partnerzy

kontakt

.........

Rozmowa z Mariuszem Czubajemautorem powieści kryminalnych, profesorem antropologii kultury w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, zajmującym się badaniami kultury popularnej, w tym kulturą fanowską oraz antropologią sportu.


Dlaczego Mariusz Czubaj, antropolog z wykształcenia, wybrał kryminał? I nie chodzi mi jedynie o to, dlaczego piszesz powieści kryminalne, ale przede wszystkim co w kryminałach widzisz takiego, że odczytywane mogą one być jako swoisty kod kulturowy?

Powieść kryminalna tworzy fabularny kosmos ze szczegółów, detali, drobiazgów, jakimi wypełniona jest nasza codzienność. Najlepiej zilustrować to przykładem. Weźmy powieść współczesnego amerykańskiego mistrza kryminału Harlana Cobena „Niewinny”. I w pewnym momencie natrafiamy na scenę, gdy prowadząca śledztwo policjantka przyjeżdża do prowincjonalnego miasteczka, w którym spędziła dzieciństwo, rozmawia z pewną kobietą, już ma się wycofać, gdy nagle jej wzrok pada na lodówkę. I tu narrator w 2-3 akapitach wyjaśnia nam, jaką rolę odgrywa lodówka – z przyklejonymi doń magnesem rysunkami, wypracowaniami szkolnymi, zdjęciami rodzinnymi – w kulturze amerykańskiej. Obrazek taki z powodzeniem może konkurować z wnikliwymi studiami socjologicznymi, tyle że tu obserwacje te otrzymujemy  w skrócie, skondensowane w jednej scenie. Kryminał to nie tylko zbrodnia. To także – a może przede wszystkim – świat mikropraktyk, które pomagają diagnozować kulturę, co mówię jako antropolog, ale i jako czytelnik oraz autor, który lubi i sam dba o to, by powieściowy świat wydawał się wiarygodny.    


Gdzie, Twoim zdaniem, leży fenomen literatury kryminalnej? Czy chodzi tylko o tą swoistą grę obejmującą czytelnika i intrygę kryminalną proponowaną przez autora, ten swoisty wyścig o odpowiedź na pytanie „kto zabił”? Czy raczej współcześnie chodzi o szerszy wymiar kryminałów, obejmujący zarówno zawiłość ludzkiej psychiki, jak i zagrożenia społeczne?

Jeśli na dzieje powieści kryminalnej popatrzeć jak na wagę, na której na jednej szali umieszcza się zagadkę i pytanie: „kto zabił?”, na drugiej zaś – otoczkę psychologiczną i społeczną, to trzeba powiedzieć, że od lat 30. i 40. XX wieku, a więc pojawienia się „czarnego kryminału”, ciężar po tej drugiej stronie zdecydowanie  wzrasta. Wystarczy popatrzeć na powieści Raymonda Chandlera – w przypadku takiego arcymistrza widać doskonale, jak samo tworzenie zagadki kryminalnej  męczy go, a o wiele ważniejsza jest aura bezprawia i taka osobliwa lepkość świata przepełnionego korupcją, układaniem się władzy z gangsterami itd. Tę samą lepkość widać na przykład w trylogii „Millennium” Larssona – nie jestem może wielkim fanem tej literatury, ale doceniam, by tak rzec, panoramiczność opisanego świata.


Co Mariuszu Ciebie jako autora powieści kryminalnych inspiruje najbardziej w pracy nad kolejnym tytułem? Czy jest to jakieś konkretne wydarzenie z naszej codziennej rzeczywistości, czy raczej wyimaginowany pomysł rodzący się w wyobraźni literackiej, co najwyżej „przefitrowany” przez przypadki z realnego świata?

Punkt wyjścia jest fikcyjny. Mój nieoceniony konsultant, medyk sądowy z Wrocławia doktor Jakub Trnka wzdycha zresztą i powiada: „pamiętaj, najtrudniejsze sprawy to są takie, które wyglądają najbardziej banalnie, a ty wymyślasz jakieś szczególne przypadki”. I zapewne doktor Trnka ma absolutną rację, pytanie tylko, czy ktoś chciałby czytać o banalności zła? Tak więc na przykład sama zbrodnia jest u mnie przejaskrawiona, operowa nieco. Dla równowagi staram się, by zdarzeniom tym towarzyszyło realistyczne tło. Jeśli więc reprezentacja Polski przegrywa w eliminacjach do mistrzostw świata ze Słowacją to w mojej powieści wydarza się to dokładnie w tym dniu, w którym ów mecz się rzeczywiście odbywał. Rzecz jasna ciśnienie rzeczywistości jest obecne w moich książkach: choćby w „21:37” wyczuwa się echo  sprawy arcybiskupa Petza oraz głośnych wystąpień z Kościoła. Bywało też tak, że fikcja wyprzedzała niejako bieg spraw: opisałem więc z Markiem Krajewskim, w „Alei samobójców” mroczne wydarzenia w domu spokojnej starości, książka się ukazała, mijają dwa tygodnie czy miesiąc, a media zaczęły opisywać przypadek takiego ośrodka, w którym personel znęcał się nad pensjonariuszami. Można by rzec, że szczególna to i niezamierzona forma promocji. Zasadniczo jednak uważam, że wyobraźnia pisarska nie dorasta do rzeczywistości, w której zdarzają się takie historie, jakie trudno wymyślić. Na szczęście może nie zdarzają się one jednak zbyt często.


Kto dla Ciebie Mariuszu jest mistrzem literatury kryminalnej? I proszę Cię, byś odpowiedział na to pytanie nie z perspektywy antropologa, znawcy literatury kryminalnej, ale osobistej jako pisarza i czytelnika. Kto więc tak najmocniej wywarł na Ciebie wpływ, bez kogo nie byłbyś pisarzem takim jakim jesteś? A który autor powieści kryminalnych „kradnie” Twój czas czytelniczy, komu bezdyskusyjnie zawsze poświęcisz czas po prostu jako czytelnik?

Jestem absolutnie zakręcony na punkcie kryminałów. Z tej fanowskiej miłości wyrastała książka „Krwawa setka”, którą napisałem z wybitnym antropologiem Wojciechem Bursztą. Nie jestem pewnie zbyt oryginalny: Chandler i Ross Macdonald to absolutni mistrzowie stylu, Henning  Mankell potrafi zbudować napięcie niemal z niczego, z „niedziania się”, z kolei Ian Rankin opowiada nie tyle o przygodach inspektora Rebusa, ile o mrocznej duszy mieszkańców Edynburga, a także o mieście, jakiego nie znajdziemy na turystycznej widokówce. Poza tym Rebus słucha szkockich kapel rockowych, o których istnieniu nigdy bym inaczej się nie dowiedział.  Jest jeszcze Lee Child i jego Jack Reacher – taki współczesny samotny jeździec znikąd: przybywający, rozwiązujący sprawę i odjeżdżający. Och, można by tę listę poszerzać, poprzestańmy więc na tych nazwiskach. 


Czym literatura kryminalna może jeszcze zaskoczyć czytelników? Może to dziwne pytanie, ale gdy spogląda się na literaturę współczesną, odnosi się nieodparte wrażenie, że klasyczna formuła literacka już dawno wypaliła się. A może jest inaczej, czytelniczo nadal wolimy klasyczną formę narracji, tylko krytycy poszukują ciągle czegoś nowego? Jak na tym tle może, Twoim zdaniem, rozwijać się literatura kryminalna?

Niezależnie od eksperymentów z formą kryminału – do takich należy na przykład trylogia Marcina Świetlickiego, której bohaterem jest Mistrz – mamy do czynienia z gatunkiem konserwatywnym, o jasno wytyczonych regułach. Żelazna i niezbywalna zasada mówi, że sprawiedliwości musi się stać, tak bądź inaczej, zadość. Że z chaosu musimy powrócić do tak lub inaczej uporządkowanego świata.  W przeciwnym razie, jako czytelnicy, czujemy niedosyt, a być może złość kierowaną w stronę autora. Zarazem jednak ten konserwatywny gatunek jest czułym sejsmografem, reagującym na drżenia i tąpnięcia współczesności. Tak więc o losy tej literatury się nie boję. Zastanawiam się natomiast, jak literatura ta zareaguje na nowinki narracyjne, które obserwujemy w tak zwanej nowej generacji seriali. Bodaj pierwszy raz jesteśmy w sytuacji, gdy to literatura musi gonić rozwiązania formalne pojawiające się w telewizji. Tak czy inaczej byłbym daleki od tego, by mówić o kryminale jako formule wyczerpanej. 


Jak potoczą się dalsze losy Twojego bohatera powieściowego, Rudolfa Heinza? Nie zdradzając szczegółów, chcielibyśmy wiedzieć, czy będzie kolejna powieść, a może kolejne powieści? Czy Twój bohater ciągle będzie policjantem, a może szykujesz mu jakąś życiową zmianę zawodową? Prosimy o kilka słów, co z kolejnymi Twoimi kryminałami?

Kolejna część będzie nazywała się „Piąty Beatles”. Zdążyłem przywiązać się do tej nazwy. Heinz jest niejako skazany na to, by być takim, jakim jest: to oldskulowy bohater więc żonglowanie tożsamością byłoby w jego przypadku mało wiarygodne. Planuję natomiast zupełnie inną serię kryminalną, wkraczającą w świat polityki, mediów, może, czasami, wojska i służb specjalnych – mają to być współczesne historie, bliższe formule thrillera politycznego, czyli takie, które z oczywistych względów nie mieszczą się w Heinzowym cyklu. Zawsze lubiłem thrillery spiskowe: spisek jest współczesną formą mitu, myślenia o świecie jako spójnej całości, która ma swojego zegarmistrza lub zegarmistrzów odpowiednio nakręcających sprężynę. 


Kiedy, takie pytanie na koniec rozmowy mniej poważne, kiedy Mariusz Czubaj odpoczywa? Czy wtedy, gdy pisze kolejna powieść kryminalną, czy jest to już tylko dla Ciebie profesja, a nie zabawa? Czy odpoczywasz, czytając powieści kryminalne innych autorów, czy też lektura jawi się dla Ciebie już bardziej jako refleksja naukowa? A może odpoczynek, odprężenie daje Ci muzyka, jak u Twojego bohatera literackiego?

Autor kryminałów jest jak szakal. Słucha i rozgląda się czujnie wokół, bo nigdy nie wiadomo, czy właśnie nie przegapia takiego smaczku, który można by literacko wykorzystać. Pozostaje więc muzyka: sam jestem nie do końca spełnionym gitarzystą i czuję, że nadszedł odpowiedni moment na realizację tych fascynacji. Projekt ten – teraz wszyscy tworzą projekty – być może będzie nazywał się Iggy Pies. Pozostaje jeszcze karate. Totalne niekiedy zmęczenie ciała, któremu towarzyszy ten piękny stan mentalnej rektyfikacji. Pustki po prostu. Ale traktowanej jako wartość, a nie jak ułomność. Nie pokażę się jednak mojemu senseiowi, dopóki nie zrzucę dobrych kilku kilogramów. 

Mariusza Czubaja rozpytywał Leszek Koźmiński

Współorganizator: Partnerzy strategiczni: 
Szkoła Policji w Pile Zbrodnia w Bibliotece Stowarzyszenie Hisoryczno-Fortyfikacyjne "Przedmo�cie Piła"
Partnerzy medialni:

Tygodnik Nowy


"Fakty Pilskie"

"Tętno Regionu"
Reporter - magazyn kryminalny             
Festiwal dotowany jest przez:
Studio K2

H.ESSERS
Firma CREDO     

Instytut Ksišżki               Dyskusyjne Kluby Ksišżki