Regionalne Centrum Kultury w Pile Strona Główna Miasto Piła

Co?

.........

.........

.........

.........

.........

.........

Konkurs na opowiadanie kryminalne

Konkurs na opowiadanie kryminalne

Kryminalna Gra Uliczna

Kryminalna Gra Uliczna 

Patronaty

blog "kryminalna piła"

Partnerzy

kontakt

Cztery na pozór zupełnie obce i diametralnie różne osoby, żyjące w przeświadczeniu, że ich sekrety nigdy nie wyjdą na jaw, budzą się w zimnym, mrocznym pomieszczeniu zamknięci w klatkach.  Nie wiedzą gdzie są, i dlaczego. Kiedy dostrzegają zwisający z sufitu hak i stojący w kącie stół z narzędziami z nierdzewnej stali, opuszcza ich wszelka nadzieja, że mogą wyjść z tego żywi.
Tymczasem komisarz Pieńkowski prowadzi śledztwo w sprawie zaginięć czterech studentek szczecińskich uczelni. Policja nie ma żadnego śladu i z każdym dniem odczuwa coraz większą presję ze strony lokalnej społeczności i mediów. Motyw seksualny wydaje się być oczywisty, jednak kolejne zaginięcia sugerują coś zupełnie odwrotnego…


 
Piotr Rozmus "Kompleks boga"

powieść kryminalna

Wydawnictwo "Videograf", Chorzów, luty 2015

Mroczny, zimny Szczecin, w którym tajemniczo znikają kolejni mniejsi lub więksi grzesznicy. Kto za tym stoi? Samotny rycerz sprawiedliwości czy zorganizowana siatka przestępców? Jakie są ich motywy? Odpowiedzi należy szukać w najnowszej książce Piotra Rozmusa – posępnej jak wnętrze grobu i przerażającej jak zakrwawiona klatka dla zwierząt.

Dorota Dziedzic-Chojnacka, radca prawny, autorka „Zbrodni na boku”



Dla obłąkanego umysłu granice bestialstwa nie istnieją.
Utrzymana w świetnym tempie i klimacie filmu “Siedem” Davida Finchera historia o tym, że zawsze znajdzie się ktoś pragnący pobawić się w Boga. A wtedy drżyjcie  bezbożnicy, którzy łamiecie przykazania zawarte w Biblii i wstępujecie na ścieżki niemiłe Panu!

Agnieszka Miklis – autorka „Wściekłej skóry”



Skrajny fanatyzm, najpodlejsze ludzkie popędy i podążający stromą ścieżką autodestrukcji bohaterowie - fabuła kolejnej powieści Piotra Rozmusa dosłownie ocieka krwią...
"Kompleks Boga" to mroczny, przerażająco realistyczny thriller, którego autor bezlitośnie obnaża destrukcyjne oblicze drzemiącego w człowieku szaleństwa.

Olga Haber – autorka powieści „Oni”


Na początku obraz był jedynie zlepkiem ciemnych plam. Potem, gdy stał się jaśniejszy, ktoś jakby zakrył go mlecznym szkłem. W końcu pojawiła się mgła, która robiła się rzadsza z każdym mrugnięciem jej powiek. Wreszcie zniknęła zupełnie i obraz stał się wyraźny. Ostrość widzenia przyniosła ze sobą ból głowy i mdłości. Ewa usiadła na posadzce i złapała się za głowę. Było jej niedobrze. Wydawało jej się, że zwymiotuje. Spojrzała przed siebie. Potem rozejrzała się dookoła. „Gdzie ja jestem? Co to za miejsce?”.
Wstała. Świat na chwilę znów zawirował jej przed oczami. Przy-trzymała się krat, aby utrzymać równowagę. „Co to jest? Klatka?” — pytała samą siebie. Po drugiej stronie stała kolejna, a obok niej jeszcze jedna i tam… tam ktoś był. Stał i bez słowa jej się przyglądał.
„Czy to sen? To musi być sen. Ta cała psychoanaliza i Freudowskie bzdety. Jaką metaforą ma być ta klatka? Że czuje się uwięziona w swoim związku? A ten facet w drugiej klatce, co ma oznaczać? Może to Michał? Odseparowani kratami, nie możemy być razem. Ten związek jest zły, zakazany”. Ewa wiedziała, że są takie sny, kiedy śniący wie, że śni. Sama kiedyś miała taki sen. Tylko że teraz… teraz wiedziała, że to nie sen. Głos mężczyzny, dobiegający z klatki naprzeciwko, utwierdził ją w tym przekonaniu.
— Nie krzycz, to nic nie da.
Z trudem się powstrzymywała. Serce waliło jej w piersi. Słyszała i czuła jego dudnienie nawet w skroniach.
— Co to za miejsce? — Wciąż się rozglądała. — Gdzie ja jestem?!
— Nie wiem dokładnie — odpowiedział mężczyzna. — To zna-czy, to jakaś piwnica. Tyle wiem.
— Co to za okropny zapach? — Ewa skrzywiła się.
— To ja.
— Co?
— Jestem tu co najmniej od tygodnia. Na wyposażaniu tego hotelu nie ma łazienki. — Mężczyzna zaśmiał się w głos. — Na dodatek załatwiam się do srebrnego nocnika. Śmiało, rozejrzyj się u siebie. Założę się, że masz taki sam.
Ewa odwróciła się i omiotła wzrokiem klatkę. Rzeczywiście w rogu stał metalowy nocnik. Naprzeciwko leżał cienki materac i coś na podobieństwo koca. Ewa przywarła do krat.
— Co to ma być?! Wypuść mnie stąd, słyszysz?!
Mężczyzna ponownie się roześmiał.
— Bardzo chętnie, skarbie. Ale jak jeszcze nie zdążyłaś zauważyć, ja też jestem zamknięty.
— Kto? Kto cię zamknął?!
Mężczyzna pokręcił głową.
— Nie wiem. To znaczy wiem, ale nie znam tego typa. Nigdy na oczy go nie widziałem. Po prostu obudziłem się tutaj. Musiał walnąć mnie w łeb.
— Jezu… — wymamrotała i poczuła, jak łzy napływają jej do oczu. Pomyślała o Weronice. Przypomniały jej się racuchy, które miały zjeść. — Dlaczego… dlaczego nas tu sprowadził?
— Tego nie wiem. Raz dziennie przynosi mi żarcie i coś do picia. Wtedy też opróżnia mój nocniczek. Najbardziej gadatliwy był, kiedy się tu obudziłem. Powiedział, że dowiem się wszystkiego w swoim czasie i że przejdę do kolejnego etapu… ku wolności? Jakoś tak. Za-reagowałem tak samo, jak ty i dlatego wiem, że krzyk nic ci nie po-może. Musimy być na jakimś zadupiu, inaczej przejąłby się naszym wydzieraniem.
Ewa rozejrzała się po pomieszczeniu. Panował tu półmrok. Lampy, przymocowane do ścian, przy suficie, dawały niewiele światła. Wystarczyło jednak, aby zauważyła błyszczący stół po swojej prawej stronie i jakieś narzędzia na nim poukładane. Na ich widok serce podeszło jej do gardła.
— To jakiś szaleniec. Pozabija nas! — krzyknęła.
Nie obchodziło jej, co ten facet mówił na temat krzyku. Potrzebo-wała tego. Musiała dać upust emocjom. Darła się wniebogłosy.
— Przestań! — warknął mężczyzna. — Zamknij się! Jeżeli nie przestaniesz, to zaraz tu przylezie i jak nic mam obiad z głowy. A poza tym potrzebujemy trochę czasu, aby wymienić informacje. Może uda nam się ustalić, dlaczego nas tu zamknął.
Ewa uspokoiła się, choć nie przyszło jej to łatwo. Wciąż ciężko oddychała.
— Nie sądzę, że chce nas zabić. Przynajmniej na razie. Gdyby chciał, już dawno by to zrobił. Tak jak mówiłem, siedzę tu co naj-mniej od tygodnia.
— A te wszystkie narzędzia?! — zapytała Ewa i wskazała ręką w stronę stołu. — Przecież to wygląda jak gabinet jakiegoś pieprzo-nego doktora Frankensteina!
— Nie widziałaś jeszcze najlepszego.
Ewa przyglądała się mężczyźnie i z każdą mijającą sekundą była coraz bardziej przerażona.
— O czym ty mówisz?
Mężczyzna ruchem głowy zachęcił, aby spojrzała w głąb po-mieszczenia.
— Z twojej perspektywy trudno będzie ci to zobaczyć — powie-dział, ale Ewa mimo to spojrzała w tamtym kierunku. — Tam, w cieniu. Z sufitu zwisa wielki, zakrzywiony hak.
Ewka cofnęła się w głąb klatki i znowu zakryła usta.
— Jezuuu… — szepnęła przez łzy. — On nas zabije. Powiesi jak prosięta!
— Jestem Krystian.
Ewa oderwała wreszcie wzrok od haka.
— Słucham?
— Jestem Krystian. A ty?
— E… Ewa. Jak, na litość boską, się stąd wydostaniemy?!
— Uspokój się! Przestań panikować. To ostatnia rzecz, której teraz potrzebujemy.
Ewa wiedziała, że miał rację. Ale co innego mówić, co innego po-siadać wiedzę na temat paniki, a co innego znaleźć się w takim miej-scu i nie pozwolić się jej opanować.
— Te pozostałe klatki… — wymamrotała drżącym głosem. — Czy kogoś jeszcze w nich przetrzymywał?
— Nie. Chyba że wcześniej. Odkąd tu jestem, nie było nikogo. Teraz pojawiłaś się ty.
— Musimy się stąd…
W tym momencie usłyszeli dźwięk odsuwanej zasuwy. Krystian zdążył już poznać go doskonale, dla Ewy był to pierwszy raz.
— Cicho — szepnął Krystian. — Idzie.
Ewa spojrzała w stronę schodów, patrzyła z trwogą, jak najpierw w zasięgu jej wzroku pojawiają się czarne kalosze, potem czarny, lśniący prochowiec, aż wreszcie cała postać.
— Widzę, że się pani obudziła, pani doktor.
— To ty! — krzyknęła Ewa. Krystian patrzył na nią zdumiony. — Wypuść mnie stąd, skurwysynie, słyszysz?! Ale już!
Mężczyzna uśmiechnął się, podchodząc bliżej.
— Takie słowa z ust nauczyciela akademickiego? Pani doktor… Chyba nie przystoi?
— Pierdol się! — wrzasnęła i zaczęła szarpać kraty. — Wypuść mnie!
— Zaczyna się pani powtarzać. To nudne. Na szczęście nie można tego samego powiedzieć o pani wykładzie. Byłem dziś pod wraże-niem. — Mężczyzna podszedł bliżej. — Chętnie zostałbym do końca, ale mój nieprzypadkowy przykład lęku moralnego wyraźnie wypro-wadził panią z równowagi. Wiedziałem, że sprawdzi mnie pani w sekretariacie.
— Dlaczego tu jestem?! Żądam odpowiedzi!
— I dostanie ją pani. Gwarantuję. Wszystko jednak w swoim cza-sie.
— Kim jesteś?!
— Za dużo tych pytań, pani doktor.
— Antkowiak to nie jest twoje prawdziwe nazwisko.
— Oczywiście, że nie. Ale jeśli pani chce, proszę się tak do mnie zwracać. Dla mnie nie jest to istotne.
Mężczyzna podszedł do klatki tak blisko, że gdyby Ewa wycią-gnęła teraz ramię, mogłaby go dotknąć. Widziała dokładnie jego po-marszczoną, pokrytą bruzdami twarz. Gęste, krzaczaste, siwe brwi. Mocno zarysowaną szczękę i wydatny nos.
— Jedyne, co jest istotne, pani doktor, to żeby jak najszybciej zaakceptowała pani sytuację, w jakiej się znalazła. Nie wiem, czy pan Krystian zdążył już zapoznać panią z panującymi tu zasadami. Chodzi mi o zaspokojenie waszych głównych potrzeb, które Maslow umieścił na samym dole swojej piramidy. Mam na myśli potrzeby fizjologiczne. Będzie pani jadła raz dziennie. Raz dziennie dostanie pani kubek wody. I raz dziennie…
— Nie jestem zwierzęciem!
Mężczyzna patrzył na nią poważnie przez lekko przymknięte oczy. Szczękę miał zaciśniętą.
— Doprawdy? Doprawdy, pani doktor? Czy nie ma pani nic wspólnego ze zwierzęciem, a raczej suką, która spółkuje z kilkoma psami? — Podszedł jeszcze bliżej.
Ewa bardzo chciała się cofnąć, jednak nie zrobiła tego. Wytrzy-mała. „A więc o to mu chodzi? Ale dlaczego ja, na litość boską?! Jestem jedyną kobietą, która zdradziła męża?” — zastanawiała się. Już miała wypowiedzieć te myśli na głos, kiedy on znowu się odezwał:
— „Zaprawdę powiadam wam: ktokolwiek cudzołoży z żoną bliź-niego, będzie ukarany śmiercią i cudzołożnik, i cudzołożnica”!
— Jesteś chory.
Powaga zniknęła z jego twarzy, w jej miejscu znów pojawił się uśmiech.
— Nie do końca profesjonalne stwierdzenie jak na kogoś z doktoratem z psychologii. Sama pani przyzna.
— W dupie mam profesjonalizm. Wypuść mnie stąd! Oni cię znajdą, słyszysz?! Zgnijesz w więzieniu!
— Kto? Kto mnie znajdzie? Mąż? A może kochanek?
— Policja! Na terenie uczelni jest monitoring. Sprawdzą go i…
— Jeżeli to pani pomoże, to nie będę wyprowadzał jej z błędu. Na razie proszę przystosować się do nowego miejsca. Im szybciej to pani zrobi, tym lepiej. Niedługo przyniosę pani posiłek. Pierwszy i ostatni dzisiejszego dnia. Na pewno jest pani głodna. Jeżeli ma pani potrzebę skorzystania z toalety, radzę zrobić to teraz. Nocnik opróżniam też raz dziennie.
Ewa nie powiedziała już słowa. Mężczyzna odwrócił się i ruszył w kierunku schodów. Kiedy klapa opadła z hukiem i usłyszeli szczęk ryglowanej zasuwy, Ewa osunęła się na kolana i zaczęła płakać. Pła-kała długo i na nic się zdały słowa nowego współlokatora, każące jej się uspokoić.

POLECAMY!


Recenzja wkrótce na blogu Kryminalna Piła - literackimi śladami


Współorganizator: Partnerzy strategiczni: 
Szkoła Policji w Pile Zbrodnia w Bibliotece Stowarzyszenie Hisoryczno-Fortyfikacyjne "Przedmo�cie Piła"
Partnerzy medialni:

Tygodnik Nowy


"Fakty Pilskie"

"Tętno Regionu"
Reporter - magazyn kryminalny             
Festiwal dotowany jest przez:
Studio K2

H.ESSERS
Firma CREDO     

Instytut Ksišżki               Dyskusyjne Kluby Ksišżki